czwartek, 21 marca 2013

'76 czyli umysł ponad nastrojem.

Hm.Ten dzień nie należał do najłatwiejszych .Kilka trudnych pytań od samego rana.Wizyta w specyficznym gabinecie spowodowała lawinę pytań,na które ciężko mi jednoznacznie udzielić odpowiedzi.Owszem,są pytania niewygodne,ale to od nas samych zależy,czy chcemy ten dialog kontynuować.
Bo co to w ogóle jest życie?To chwila,ułamek świata,mały fragment na mapie , w którym my mali i bezbronni walczymy o przetrwanie.Czym jesteśmy,co znaczymy,to egzystencjalne pytania,na które odpowiedzi szukamy całe życie.Ale my,ja ,ty to tak naprawdę pępek świata,wokół którego kręci się całe nasze jestestwo.Chcielibyśmy przez to życie przejść łatwo,bezboleśnie,ale wiemy,że się nie da.Bo zawsze boli,bo nikt nie mówił,że będzie łatwo.Więc tak,moja odpowiedź brzmi,tak,chcę żyć,żeby czuć,żeby bolało,żeby nie było łatwo.Zaczęłam dialog,nareszcie z tym moim idealnym drugim ja,którego szukałam dotychczas,którego znaleźć nie umiałam,a które napatoczyło się przypadkiem,wtargnęło w umysł i ocknęło się chyba całkiem niechcący.......
Co będzie dalej?Tego nie wiem.Mam świadomość złości jaka gromadzi się we mnie gdy grzebię w stertach wspomnień.Teraz nadszedł czas by się z nią zmierzyć,ze złością,ze słabością moją we mnie schowaną.Gdy się z tym uporam,co nie nastąpi pewnie tak łatwo i szybko,będę wolna,świadoma swoich celów i znajdę odpowiedź na dziś postawione pytania.
I oby do wiosny!!!!

środa, 20 marca 2013

Ideał.

Pierwszy dzień wiosny.Ubrałam się w kwiaty,jak czarownica,która pragnie przepędzić złą zimę.Czy to się udało?Moje czary lekko zadziałały bo ludzie ,którzy dziś stanęli na mojej drodze okazali się życzliwi i sympatyczni.Ha,oczywiście nie wszyscy,bo zdarzyło się tak,że co poniektórzy wbili mi kilka szpil i dali się we znaki mojej nadwątlonej psychice.Ale czy to na mnie działa?Obiektywnie rzecz biorąc..to chyba uodparniam się na chamstwo i bezczelność.Uczę się asertywności i chyba zaczynam być twardsza niż mogłoby mi się do niedawna wydawać.Czy to już poziom,który osiągnąwszy powoduje zadowolenie i satysfakcję z własnej osoby?Nie! Samozachwyt i uwielbienie to dalekie ode mnie odczucia...niestety,a jakże chciałabym być idealna.Wierzyć,że to co robię-robię dobrze,że jestem taka jak być powinnam,że moje działania są pozytywne,cokolwiek dla kogokolwiek to znaczy.
Dążąc do ideału w jednej tylko kwestii malarstwa,owszem,staram się temu podołać.Staram się malować coraz lepiej.Ale wiadomo,że gdy na chwilę odejdzie się od tego zajęcia-gubi się wprawę,człowiek cofa się zamiast rozwijać.No i chciałabym aby inni patrzyli na mnie jak na osobę ambitną,kreatywną.Tak,dążę do ideału.A inne kwestie życia tu akurat schodzą na dalszy plan,na moim blogu o malarstwie nie będę pisać o sprawach intymnych,osobistych,bo nie to chcecie tu widzieć...Dziś nie maluję.Jestem zmęczona i niewyspana,zaraz idę spać.Piszę bo wiem,że czekacie na obraz,nad którym pracuję,Pokazałam go wybiórczo,bo nie gotowa jestem na pokazanie całości.Bo jeszcze nie skończyłam,bo sama nie wiem,co mam w nim zawrzeć,bo mam mieszane uczucia.Miał być idealny,a ja nie wiem,czy jest idealny dla mnie.Są argumenty za,są i przeciw.Muszę się z nim przespać,z tym tematem,wtedy zdecyduję czy pokażę go w tej,czy może w innej odsłonie.Tymczasem idę....spać.Rano wstanę i może obudzi mnie myśl,że tak,że to ideał dla mnie i nie warto go już dotykać,by nie zepsuć...bo może jutro przyjdzie wiosna i słońce pokaże się w swoich promieniach w całej okazałości.Może jutro ....

odsłona I






Moje malowanie:)Haha,w swoim żywiole!


















poniedziałek, 18 marca 2013

Pomarańczowy balonik,szprotki,truskawki i nowe buty:)

Hmn....dzień zaliczony,a teraz najprzyjemniejsza część wieczoru-kolejne podejście do obrazu.
Ciekawi Was skąd tytuł posta? To taka mieszanina poniedziałkowych wrażeń.Balonik zobaczyłam na Podwalu Przedmiejskim,jadąc tramwajem.Tak sobie podskakiwał frunąc jezdnią,chodnikami ,bezpański,samotny ale jakże pozytywny i osobliwy to był widok:)Uśmiechnęłam się do siebie i pomyślałam,że to będzie zwariowany dzień.I był:)
Teraz dzieci już w łóżkach,idą spać,Maciek zadowolony ze świeżo zakupionych butów, a ja odcinam się od wszystkiego i zaczynam malować.Bo to moja pasja,bo to moja prywatność i mam do niej prawo.Ktokolwiek by powiedział,że mam tego nie robić ,to i tak bym go nie posłuchała.Bo ja przekorna jestem,uparta i wiem,czego chcę.Dziś moi bliscy już wiedzą,że jak mam zamówienie to koniec z moim towarzystwem,hehe,koniec z praniem,sprzątaniem i innymi domowymi robótkami.To nic,że idą święta,że już tuż tuż,że okna tak brudne,aż świata przez nie nie widać.Jest coś ważniejszego do zrobienia.Bo jak ja będę szczęśliwa malując,to inni też będę przy mnie szczęśliwsi.Tak,tak właśnie to sobie tłumaczę:) ....i uciekam w ten swój kolorowy świat.Dobrze mi z tym.
I lubię truskawki!Bo one przypominają mi dzieciństwo.Choć nie smakują tak jak te z mojego ogrodu,to jednak cieszą zmysły.A zmysły pracują,zaraz wykorzystam je patrząc w słońce i dodam mu truskawkowego smaku!