sobota, 17 maja 2014

Malowanie po ścianie...

...czyli praca na działce:)Dziś aktywnie.Po wczorajszym zmęczeniu i dwunastu godzinach snu-wzięłam się do pracy:)))Takiej fajnej,przyjemnej bo widać efekty.Najpierw było gruntowanie,potem drugie gruntowanie podkładem a teraz schnie.Do jutra wyschnąć musi,bo jutro nałożę właściwy kolor czyli morelowy sad,czy coś w ten deseń.Mam tylko nadzieję,że nie będę musiałam dokupować farby gdyby nie wystarczyło.Ściany piją jak gąbka.Dwa wiaderka farby podkładowej wymazałam na jeden pokoik.No,pomagali mi ją wymazać M. i A.,którzy pierwszy raz w życiu trzymali narzędzie malarskie w rękach.:)
Zakupiona podkaszarka zdała również egzamin,nawet nauczyłam się wymieniać żyłkę,hehe.Nie ma już dmuchawców,jest ścięta również trawa;)
Teraz wieczór się rozpoczął,oglądam voice of Poland,jest moc,Juan wymiata!
 Dziecioczek śpi,padnięty po całym dniu na powietrzu.A ja,zaraz biorę ołówki bo mam coś do narysowania,więc nie zamulam,idę sobie tworzyć,bo dziś dobry dzień na tworzenie. Pozdro!!!

piątek, 16 maja 2014

Dobranoc.

Jak przeżyłam ten dzień?Nie wiem sama.Zmęczona do granic możliwości-padam już.Zakupiony sprzęt do koszenia trawy,farba do pomalowania domku w środku jest też:)Czas spać.Tobie życzę kolorowych snów i więcej odwagi,by stać Cię było na dialog ze mną a nie tylko podglądanie;)))Pa!

czwartek, 15 maja 2014

Zbliża się piątek,weekendu początek, a ja jak w malignie...padam...

Noc już.Nie mam siły dopełznąć do łazienki,też tak macie?Dylemat-położyć się brudna całym dniem,czy doczołgać się do prysznica i rano dłużej pospać( do 4.10)? Oto rozterka moja na tę chwilę...Żal.
Jeśli kolejny tydzień ma być taki z d*py,to ja serdecznie dziękuję...Zebranie z rodzicami w szkole u M.-zatrważające...Dwa zagrożenia: z łacińskiego i z fizy . Jakaś masakra.Nie mam już słów na moją latorośl.Ani prośbą ani groźbą...Porażka wychowawcza...
Zmieniając temat-dzień na maksa męczący i do tego zimna Zośka była bardzo zimna.Zmarzłam,nie miał kto mnie przytulić ani pocieszyć,ani nawet nie miał kto zatroszczyć się o mnie.Więc musiałam ja sama.Zakupy ciuszkowe na poprawę humoru miały pomóc-nie wyszło...Nawet fakt,że sama sobie po sklepach połaziłam mając do dyspozycji trzy wolne godziny-nie nadało to ani trochę kolorytu dzisiejszemu dniu,który zdominowało zmęczenie materiału...Czyli mnie.Nogi bolą i tyle z tej wolności.Okropność.
Czas wziąć się do malowania.No nie teraz,jasna sprawa,ale ogólnie brak motywacji tłumaczę brakiem satysfakcji z pracy twórczej.Podobrazia stoją i ,,stygną",a tu ludzie pytać zaczynają  o kolejną wystawę...Co ja oszalałam?Postanowienie na zbliżający się weekend-malować trzeba,bo inaczej nerwy mi puszczą i wyląduję na długich wakacjach.Ot co,moja filozofia życia.
Zmęczona,czuję się jak dziurawa dętka.Rower się kłania.Wczoraj,gdy na niego wsiadłam mając do załatwienia sprawę związaną z działeczką-zmokłam jak kura.Tyle z przyjemności miałam...Oby tylko jeszcze przetrwać jutro i będą dwa dni wolne...Życzę sobie pięknej aury majowej,dużo snu i weny do pracy.Dobranoc.Nie chcę ale muszę;)

wtorek, 13 maja 2014

Dłuuuugi wtorek.

To dopiero wtorek a ja czuję się jakby już od początku tygodnia minął miesiąc intensywnej pracy...Masakra jakaś.Lubię gdy jest intensywnie ale lubię też widzieć tego efekty a tu na razie cichosza.Choć skłamałabym,gdybym nie przyznała,że coś się kręci.No bo fakt,kręci się.
Dziś od rana w biegu,lekarz pierwszego kontaktu(cóż za nazwa..),skierowanie na badania(bo czeka mnie niedługo wizyta u bariatry!!!),potem sesyjka zdjęciowa młodego D.,syna mej przyjaciółki,potem uciekający tramwaj,następnie praca,szok dźwiękowy związany z paleniem tytoniu w pracy i sposób na wyeliminowanie tego odstraszacza....a na koniec powrót męczący tramwajem,sesja fotograficzna księżycowa i brak sił na cokolwiek.Ale ...po otwarciu skrzynki e-mail'owej miłe zaskoczenie!Fundacja Marka Kamińskiego zainteresowała się moją sztuką.Może będą jeszcze ze mnie ludzie?Tak,to jest dobra wiadomość.Bogatym nie czyni cię to,co masz ale to,czym dzielisz się z innymi.Tak,to motto fundacji i zgadzam się z nim.Jak nie tędy to tamtędy.

Podsumowując:
CZASEM BYWA I TAK,ŻE RZECZY SIĘ DZIEJĄ NA WSPAK..

       A oto kilka fotek słodziaka,jednak ten wczorajszy bocian wywróżył mi dziecko,śliczne,płci męskiej,nie moje ale prawie jak moje:)))Na dobranoc-życzę Ci radości i uciechy z tej afirmacji życia,jaką widać na twarzy tego skarba:)))