poniedziałek, 12 września 2016

Tango gorszące.

Pokaż mi śniegi...


To śpiewa Maleńczuk

Lubię Maleńczuka.Za jego trafne teksty,z życia wzięte.
Co po za tym?Oj wiele się nadziało.Że niby ja się nadziałam?No może i się nadziałam ,ale jakże to ubogaca życie ;)
Nadzianie się na przykład lodami waniliowymi z malinami ,do tego bezy słodziutkie.Tylko bita śmietana nie dała się ubić,bo zwarzyła się nim zaczęłam ubijać...
Tak to bywa z kremówką,tak też bywa z innymi osobliwościami.Że niby nie chce ale może, że niby nie musi ale chce...takie tam.A mówią,że to kobiety niezdecydowane są.

Chora.Jak zwykle aura doskonała a  u mnie w domu wszyscy po kolei rozłożeni przez choróbsko.Najbardziej prątkujący M. łaził zasmarkany i kaszlący przez dwa tygodnie...zaraził wszystkich domowników sprzedając im wirusa ...:(
Najgorzej wzięło mnie,bo kaszel jak u gruźlika, od piątku antybiotyk... fuck it!
W sumie dziś ,po ostatniej nocce dość krótkiej,chodzę jak zombie.A wniosek z tego taki ,że za moment idę spać.Komu trzeba to życzę dobrej nocki,a komu nie trzeba takich życzeń to również i jemu życzę.
To pisałam ja.Twoja...koleżanka :P

poniedziałek, 5 września 2016

Dobrej nocki:)

Dzis mowie tylko dobranoc.Dzien dosc trudny po intensywnym weekendzie.Wiec nie mam ani weny,ani energii na tworczosc po za tym, brak odbioru...Oby do piatku:)

sobota, 27 sierpnia 2016

Tak mi Ciebie brak...

...kliknij tu...

dopadła mnie znowu nostalgia.Nie potrafię pogodzić się z pewnymi rzeczami...Na przykład z obojętnością...Ze znudzeniem....Z cudzymi wyborami,które we mnie uderzają...
To boli czasami.Czasami jest tego za dużo i nie umiem sobie z tym poradzić.Walczę ale jakoś tak,jak z wiatrakami...
Trzeba zająć się sobą.Pomyśleć o swoim azylu.Uciec od kłopotów gdzieś ,gdzie noc jest jasna,gdzie fajerwerki,gdzie człowiek człowiekowi przyjacielem,a nie wilkiem.
Mnóstwo spraw, ciężkie tematy,zmiany.Pytam,na co to? Skoro nie ma porozumienia na gruncie osobistym,to reszta jest bez sensu.I nie ma o co walczyć.
Tyle.


środa, 24 sierpnia 2016

O tym jak wylądowałam dziś u pielęgniarki,czyli głupota ludzka nie zna granic.

Bo trzeba się nazywać Agatka,by w tydzień zeżreć całą fiolkę ketonalu a potem wylądować z nadciśnieniem u lekarza...
Bo najpierw ta cholerna pęknięta na skórce od chleba ósemka,potem jej nieziemski ból,potem jej ekstrakcja a wszystko to przyprawione ketonalem. Tydzień...Dałam sobie czadu,dałam czadu swojemu organizmowi,mega...

Dziś w pracy,nie mówiąc o codziennym stresie asystenta działu handlowego,dopadło mnie coś co nazywa się skok ciśnienia czy jakoś tak.Jakby ktoś mi włożył napompowany do łba balon.W uszach uczucie jak w samolocie a w głowie tak,gdyby ktoś ją zgniatał imadłem.Nie ból,ale paskudne uczucie...Dobrze,że to się stało pół godziny przed końcem pracy,,,bo zaraz mogłam pójść do przychodni...Wróciłam do domu,wypiłam herbatę z melisy i spałam dwie godziny.Jest mi już ok.

Co po za tym?
Brak mi malowania.Tyle się dzieje w ostatnich dniach,że nie mam czasu na swoje pasje.Przygotowywanie pokoju dla M. ,końcówka wakacji.Wariactwo.Do tego moje perturbacje zdrowotne,ech....
Trzeba mi spokoju.Czy to znaczy,że się starzeję?Nie, ja po prostu mam dość chwiejności,dość zaburzonej symbiozy,dość zmiennej aury.Tęsknię za ciszą ducha...Za słońcem,za śpiewem ptaków,za odpoczynkiem na łonie natury bez krzyków dziatwy rozemocjonowanej,za spokojnymi nocami,z fajerwerkami też, może nawet za ulewą i burzą letnią w odpowiednim towarzystwie...

Dobranoc.