Noc już.Nie mam siły dopełznąć do łazienki,też tak macie?Dylemat-położyć się brudna całym dniem,czy doczołgać się do prysznica i rano dłużej pospać( do 4.10)? Oto rozterka moja na tę chwilę...Żal.
Jeśli kolejny tydzień ma być taki z d*py,to ja serdecznie dziękuję...Zebranie z rodzicami w szkole u M.-zatrważające...Dwa zagrożenia: z łacińskiego i z fizy . Jakaś masakra.Nie mam już słów na moją latorośl.Ani prośbą ani groźbą...Porażka wychowawcza...
Zmieniając temat-dzień na maksa męczący i do tego zimna Zośka była bardzo zimna.Zmarzłam,nie miał kto mnie przytulić ani pocieszyć,ani nawet nie miał kto zatroszczyć się o mnie.Więc musiałam ja sama.Zakupy ciuszkowe na poprawę humoru miały pomóc-nie wyszło...Nawet fakt,że sama sobie po sklepach połaziłam mając do dyspozycji trzy wolne godziny-nie nadało to ani trochę kolorytu dzisiejszemu dniu,który zdominowało zmęczenie materiału...Czyli mnie.Nogi bolą i tyle z tej wolności.Okropność.
Czas wziąć się do malowania.No nie teraz,jasna sprawa,ale ogólnie brak motywacji tłumaczę brakiem satysfakcji z pracy twórczej.Podobrazia stoją i ,,stygną",a tu ludzie pytać zaczynają o kolejną wystawę...Co ja oszalałam?Postanowienie na zbliżający się weekend-malować trzeba,bo inaczej nerwy mi puszczą i wyląduję na długich wakacjach.Ot co,moja filozofia życia.
Zmęczona,czuję się jak dziurawa dętka.Rower się kłania.Wczoraj,gdy na niego wsiadłam mając do załatwienia sprawę związaną z działeczką-zmokłam jak kura.Tyle z przyjemności miałam...Oby tylko jeszcze przetrwać jutro i będą dwa dni wolne...Życzę sobie pięknej aury majowej,dużo snu i weny do pracy.Dobranoc.Nie chcę ale muszę;)
To Twój dostęp do Świata Marzeń,Wyobraźni. -Spełnia estetyczną potrzebę wyrażenia się -Pomaga stać się zauważalnym -Daje Ci szansę wyjść przed szereg
Martwa natura.
czwartek, 15 maja 2014
wtorek, 13 maja 2014
Dłuuuugi wtorek.
To dopiero wtorek a ja czuję się jakby już od początku tygodnia minął miesiąc intensywnej pracy...Masakra jakaś.Lubię gdy jest intensywnie ale lubię też widzieć tego efekty a tu na razie cichosza.Choć skłamałabym,gdybym nie przyznała,że coś się kręci.No bo fakt,kręci się.
Dziś od rana w biegu,lekarz pierwszego kontaktu(cóż za nazwa..),skierowanie na badania(bo czeka mnie niedługo wizyta u bariatry!!!),potem sesyjka zdjęciowa młodego D.,syna mej przyjaciółki,potem uciekający tramwaj,następnie praca,szok dźwiękowy związany z paleniem tytoniu w pracy i sposób na wyeliminowanie tego odstraszacza....a na koniec powrót męczący tramwajem,sesja fotograficzna księżycowa i brak sił na cokolwiek.Ale ...po otwarciu skrzynki e-mail'owej miłe zaskoczenie!Fundacja Marka Kamińskiego zainteresowała się moją sztuką.Może będą jeszcze ze mnie ludzie?Tak,to jest dobra wiadomość.Bogatym nie czyni cię to,co masz ale to,czym dzielisz się z innymi.Tak,to motto fundacji i zgadzam się z nim.Jak nie tędy to tamtędy.
Podsumowując:
CZASEM BYWA I TAK,ŻE RZECZY SIĘ DZIEJĄ NA WSPAK..
A oto kilka fotek słodziaka,jednak ten wczorajszy bocian wywróżył mi dziecko,śliczne,płci męskiej,nie moje ale prawie jak moje:)))Na dobranoc-życzę Ci radości i uciechy z tej afirmacji życia,jaką widać na twarzy tego skarba:)))
Dziś od rana w biegu,lekarz pierwszego kontaktu(cóż za nazwa..),skierowanie na badania(bo czeka mnie niedługo wizyta u bariatry!!!),potem sesyjka zdjęciowa młodego D.,syna mej przyjaciółki,potem uciekający tramwaj,następnie praca,szok dźwiękowy związany z paleniem tytoniu w pracy i sposób na wyeliminowanie tego odstraszacza....a na koniec powrót męczący tramwajem,sesja fotograficzna księżycowa i brak sił na cokolwiek.Ale ...po otwarciu skrzynki e-mail'owej miłe zaskoczenie!Fundacja Marka Kamińskiego zainteresowała się moją sztuką.Może będą jeszcze ze mnie ludzie?Tak,to jest dobra wiadomość.Bogatym nie czyni cię to,co masz ale to,czym dzielisz się z innymi.Tak,to motto fundacji i zgadzam się z nim.Jak nie tędy to tamtędy.
Podsumowując:
CZASEM BYWA I TAK,ŻE RZECZY SIĘ DZIEJĄ NA WSPAK..
A oto kilka fotek słodziaka,jednak ten wczorajszy bocian wywróżył mi dziecko,śliczne,płci męskiej,nie moje ale prawie jak moje:)))Na dobranoc-życzę Ci radości i uciechy z tej afirmacji życia,jaką widać na twarzy tego skarba:)))
Wróble,bocian,grad i deszcz,brakowało tylko burzy z piorunami dziś:)
Bo dzień jak na poniedziałek neutralny.Trochę zjawisk paranormalnych.Ten bocian,co go dziś widziałam w pracy to podobno dziecko ma przynieść,ciekawe komu?Ja się jak na razie nie piszę na dzieci więcej niż posiadam.No,chyba,że mój idealny książę na białym rumaku zechciałby obdarzyć mnie potomstwem płci żeńskiej ale musiałby spełnić kilka moich warunków,oto one:
opiekunka do dzieci już istniejących ,najlepiej stara i brzydka,z rekomendacjami od samej królowej angielskiej(wykonalne?)
dom z widokiem na morze 220 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej z oszklonym dachem,pod którym miałabym pracownię
biały rumak i dla niego stajnia obok domu
prywatny szofer,może być sam królewicz we własnej osobie lub jedna z moich super koleżanek-kierowców(one wiedzą jak jeździć....;)
dobry genotyp dla naszej księżniczki
no i gwarancja wolności wypowiedzi,bo to dla mnie właściwie punkt pierwszy:)
...i wtedy bociany mogą sobie latać do woli:)))))))
W innym razie nie ma mowy o większej liczbie dzieci,mam dość swoich i nie swoich,nie mogłabym się troić dla nich,gdyby te w/w warunki nie zostały spełnione.Kropka.
Dzień,włączając w niego poranek,leniwy,bez zbytecznego pośpiechu,następnie przedpołudnie dość emocjonujące pod względem towarzyskim,popołudnie w pracy udane,miły wieczór i spokojna noc-to lubię.Tak,neutralny dzień.Bo nic złego się nie stało,ale też nic emocjonującego w sposób przyjemny też nie.Że pozwolę sobie powiedzieć-dzień jak co dzień.Trochę zawiało nudą.Ale ponieważ teraz noc się rozkręca,może choć w snach coś się zdarzy co mnie natchnie energetycznie?Kto wie?Bo jednak muszę to przyznać,czegoś mi brak.Tak,chyba spełniania swojej pasji.Pędzla już w dłoni nie miałam od uuuuuuuuu? dawna niestety.Nie namalowałam nic nowego od wielu dni,a chciałabym coś stworzyć.Mam potrzebę rozluźnienia się mentalnego,odpłynięcia w niebyt i lewitacji ponad tym,co nazwane.Są dwie rzeczy na świecie ,które to powodują u mnie,po pierwsze malowanie obrazu,po drugie ...to zachowam dla siebie bo to byłby fragment tylko dla dorosłych ;)
Ojoj,właśnie zachciało mi się spać.Sen mnie dopada,szybko szybko do łóżka,bo mi przejdzie i co?i jeszcze mój królewicz idealny nie przyjdzie do mnie i nie zaśpiewa pod oknem,,Roszpunko,Roszpunko,spuść mi swoje włosy" i znów będę wierną Penelopą,która szyć będzie po nocach grubymi nićmi szatę dla swego króla,hehe.Ech,życie.
Tymczasem mówię dobranoc wszem i wobec,spadam stąd.Szkoda,że burzy nie było,bo może trochę pomogłaby mi rozładować napięte emocje(...) rzekome sexowne części mojego ciała potrzebują snu;))))
opiekunka do dzieci już istniejących ,najlepiej stara i brzydka,z rekomendacjami od samej królowej angielskiej(wykonalne?)
dom z widokiem na morze 220 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej z oszklonym dachem,pod którym miałabym pracownię
biały rumak i dla niego stajnia obok domu
prywatny szofer,może być sam królewicz we własnej osobie lub jedna z moich super koleżanek-kierowców(one wiedzą jak jeździć....;)
dobry genotyp dla naszej księżniczki
no i gwarancja wolności wypowiedzi,bo to dla mnie właściwie punkt pierwszy:)
...i wtedy bociany mogą sobie latać do woli:)))))))
W innym razie nie ma mowy o większej liczbie dzieci,mam dość swoich i nie swoich,nie mogłabym się troić dla nich,gdyby te w/w warunki nie zostały spełnione.Kropka.
Dzień,włączając w niego poranek,leniwy,bez zbytecznego pośpiechu,następnie przedpołudnie dość emocjonujące pod względem towarzyskim,popołudnie w pracy udane,miły wieczór i spokojna noc-to lubię.Tak,neutralny dzień.Bo nic złego się nie stało,ale też nic emocjonującego w sposób przyjemny też nie.Że pozwolę sobie powiedzieć-dzień jak co dzień.Trochę zawiało nudą.Ale ponieważ teraz noc się rozkręca,może choć w snach coś się zdarzy co mnie natchnie energetycznie?Kto wie?Bo jednak muszę to przyznać,czegoś mi brak.Tak,chyba spełniania swojej pasji.Pędzla już w dłoni nie miałam od uuuuuuuuu? dawna niestety.Nie namalowałam nic nowego od wielu dni,a chciałabym coś stworzyć.Mam potrzebę rozluźnienia się mentalnego,odpłynięcia w niebyt i lewitacji ponad tym,co nazwane.Są dwie rzeczy na świecie ,które to powodują u mnie,po pierwsze malowanie obrazu,po drugie ...to zachowam dla siebie bo to byłby fragment tylko dla dorosłych ;)
Ojoj,właśnie zachciało mi się spać.Sen mnie dopada,szybko szybko do łóżka,bo mi przejdzie i co?i jeszcze mój królewicz idealny nie przyjdzie do mnie i nie zaśpiewa pod oknem,,Roszpunko,Roszpunko,spuść mi swoje włosy" i znów będę wierną Penelopą,która szyć będzie po nocach grubymi nićmi szatę dla swego króla,hehe.Ech,życie.
Tymczasem mówię dobranoc wszem i wobec,spadam stąd.Szkoda,że burzy nie było,bo może trochę pomogłaby mi rozładować napięte emocje(...) rzekome sexowne części mojego ciała potrzebują snu;))))
niedziela, 11 maja 2014
Public relations,czyli o tym,jak deszcz może wpłynąć na relacje międzyludzkie i jak nieobecność pożądanego elektryka może przyprawić o ból głowy...
Bo dziś długi i intensywny dzień.Do tego jeszcze kobieta z brodą na Eurowizji potęguje jego intensywność;)Cóż,widać,że świat się zmienia,ludzie się zmieniają,kobiety i mężczyźni tracą swą płeć...a szkoda.Bo fajny byłby z niej(go) facet,gdyby zdjął tą kieckę.Ech,świat się kończy...jak to napisała na fb moja kuzynka.....Ale zostawmy Conchitę w spokoju,ma prawo do swojej odmienności,tylko dlaczego nie umiałam odpowiedzieć mojemu synkowi,dlaczego ta pani nie zgoliła brody?!
Dzień minął pod hasłem PR i moim w nim udziale.Jak to? a tak to.Główny reprezentant medialny czyli ja dziś w akcji.Boże kochany,co ja jeszcze nie awansowałam???Gdzie moja premia???hihi
Moja wrodzona inteligencja,czyli umiejętność odnalezienia się w sytuacjach dla niektórych krępujących i urok osobisty spowodowały,że zostałam twarzą firmy,to nic,że dla charytatywnej kluboświetlicy,ale liczy się dla mnie to,że mogłam sprawić radość jednemu choć dzieciakowi.Bo wsadziłam go na sztaplarkę,bo pomogłam pchnąć do przodu razem z nim szorowarkę do podłóg,bo dzieciak miał frajdę i tyle dla niego.No i uśmiech takiego dziecka-bezcenne:)
Popołudnie na działce,po ,,działce" moich proszków na oczną migrenę,która znów mnie dopadła....I co ja zdrowa jestem?wg zus-tak.Ale to temat na inną opowieść...Sumując jestem uboższa o siedem stówek miesięcznie,pozostaje mi praca i satysfakcja z jej wykonywania i nadzieja ,że kiedyś cudownie ozdrowieję.Tyle o fantastycznym organie orzekającym czyli naszym złodzieju społecznym- zusie...Jutro naskrobię odwołanie i tyle,zusie oddaj moje siedem stówek!
No i piszę piszę ,jakoś do brzegu nie mogę dojść...Bo dziś czekałam na telefon od wspaniałego elektryka działkowego i .....nie doczekałam się...Kiszka,bo ani ja jego ani nikt inny na oczy go tam jeszcze nie widział,na tych działkach.Jak tak dalej pójdzie to podłączę się na lewo i będę szaleć kosiarą do utraty tchu:D
Pan rzekomy elektryk kartkę wyjął ze skrzynki,ale chyba czytać nie potrafi cyferek bo tam wyraźnie mój numer podany...I nic.Kolejna szansa na podłączenie prądu będzie za bagatela dwa bite tygodnie,czyli zarosnę trawą i dmuchawcami i chyba sobie kupię nożyce ręczne do trawy,bo nie wytrzymam...Ech,świat się kończy...
Grillowana karkówka i bułeczka z masełkiem czosnkowym -mniam.M. objadł się jak hrrrummm. Nastąpiły także lekkie niesnaski z moim pierworodnym dzieckiem o to,kto ma pracować a kto leżeć .Oczywiście wygrał on,bo oprócz zerwania podłogi ,obżarcia się niemiłosiernego i notorycznego zmęczenia(gdy tylko przekracza próg działki)nie zrobił leń nic...Mama pieliła truskawki,ja śladowo dziabnęłam parę razy motyką( a może to był kultywator?!)i smażąc mięsko(które przypełzło z lidla) zamiotłam trochę salony,poprzestawiałam te stare graty(które i tak stamtąd znikną),ufafluniłam się,podarłam znacznie moje ulubione dżinsy i około dwudziestej pierwszej wróciłam do domu z ekipą przeszkadzająco-leniuchującą mój błogi odpoczynek na łonie natury.Ale fajnie było,pogadałam sobie z ptaszkiem,połaziłam po ogrodzie,powdychałam zapach kwitnących jabłoni i bzów i nabrałam apetytu na więcej.Tak,to był fajny dzień.Nawet teraz kontempluję te widoki soczystej zieleni i błękitu nieba lekko przeszytego deszczowymi chmurami.Tak,wiocha w środku miasta,to mi się podoba:)Jeszcze podłączyć tam światło i ustawić sztalugi,a będę w swoim żywiole.Żeby jeszcze ktoś za mnie zrobił to wszystko co trzeba tam zrobić zanim pozwolę sobie na taki luksus.
Tymczasem nastąpi lekka dezorganizacja mojej pracy w nowym tygodniu.Czeka mnie parę spraw niecierpiących zwłoki(nie mylić z trupem),w związku z czym muszę jutro pójść do pracy,poniedziałek i wtorek popołudnie,od środy na rano.Aśka się zgodziła,więc jest git.Trochę boję się zebrania u M. w szkole we czwartek,ale obowiązkowo muszę się stawić,bo inaczej zostanę posądzona o zaniedbanie...Tak.
Jutro zabieram dzieci swoje i brata do filharmonii na koncert.Ciekawe,jak ogarnę się w tej sytuacji?Matko święta,dopomóż,by te moje dzieci(nie moje?!)nie narobiły rabanu na tej sali koncertowej,bo spalę się ze wstydu,hehe.Nie żebym bała się o siebie,ale raczej o bezpieczeństwo muzyków oraz instrumentów:D
Późna pora,na Telesfora...Idę spać.Aha,na fb toczą się głośne spory na temat Conchity ,hhehe,co ja już swoje powiedziałam.Co ja patrzę?Kiełbasa z brodą,dokąd zmierza ten świat????Dla mnie i tak faworytem była Cleo.My Słowianie wiemy jak użyć mowy ciała,prawda???Podpisuję się pod tekstem,rękami i nogami;)))
Dzień minął pod hasłem PR i moim w nim udziale.Jak to? a tak to.Główny reprezentant medialny czyli ja dziś w akcji.Boże kochany,co ja jeszcze nie awansowałam???Gdzie moja premia???hihi
Moja wrodzona inteligencja,czyli umiejętność odnalezienia się w sytuacjach dla niektórych krępujących i urok osobisty spowodowały,że zostałam twarzą firmy,to nic,że dla charytatywnej kluboświetlicy,ale liczy się dla mnie to,że mogłam sprawić radość jednemu choć dzieciakowi.Bo wsadziłam go na sztaplarkę,bo pomogłam pchnąć do przodu razem z nim szorowarkę do podłóg,bo dzieciak miał frajdę i tyle dla niego.No i uśmiech takiego dziecka-bezcenne:)
Popołudnie na działce,po ,,działce" moich proszków na oczną migrenę,która znów mnie dopadła....I co ja zdrowa jestem?wg zus-tak.Ale to temat na inną opowieść...Sumując jestem uboższa o siedem stówek miesięcznie,pozostaje mi praca i satysfakcja z jej wykonywania i nadzieja ,że kiedyś cudownie ozdrowieję.Tyle o fantastycznym organie orzekającym czyli naszym złodzieju społecznym- zusie...Jutro naskrobię odwołanie i tyle,zusie oddaj moje siedem stówek!
No i piszę piszę ,jakoś do brzegu nie mogę dojść...Bo dziś czekałam na telefon od wspaniałego elektryka działkowego i .....nie doczekałam się...Kiszka,bo ani ja jego ani nikt inny na oczy go tam jeszcze nie widział,na tych działkach.Jak tak dalej pójdzie to podłączę się na lewo i będę szaleć kosiarą do utraty tchu:D
Pan rzekomy elektryk kartkę wyjął ze skrzynki,ale chyba czytać nie potrafi cyferek bo tam wyraźnie mój numer podany...I nic.Kolejna szansa na podłączenie prądu będzie za bagatela dwa bite tygodnie,czyli zarosnę trawą i dmuchawcami i chyba sobie kupię nożyce ręczne do trawy,bo nie wytrzymam...Ech,świat się kończy...
Grillowana karkówka i bułeczka z masełkiem czosnkowym -mniam.M. objadł się jak hrrrummm. Nastąpiły także lekkie niesnaski z moim pierworodnym dzieckiem o to,kto ma pracować a kto leżeć .Oczywiście wygrał on,bo oprócz zerwania podłogi ,obżarcia się niemiłosiernego i notorycznego zmęczenia(gdy tylko przekracza próg działki)nie zrobił leń nic...Mama pieliła truskawki,ja śladowo dziabnęłam parę razy motyką( a może to był kultywator?!)i smażąc mięsko(które przypełzło z lidla) zamiotłam trochę salony,poprzestawiałam te stare graty(które i tak stamtąd znikną),ufafluniłam się,podarłam znacznie moje ulubione dżinsy i około dwudziestej pierwszej wróciłam do domu z ekipą przeszkadzająco-leniuchującą mój błogi odpoczynek na łonie natury.Ale fajnie było,pogadałam sobie z ptaszkiem,połaziłam po ogrodzie,powdychałam zapach kwitnących jabłoni i bzów i nabrałam apetytu na więcej.Tak,to był fajny dzień.Nawet teraz kontempluję te widoki soczystej zieleni i błękitu nieba lekko przeszytego deszczowymi chmurami.Tak,wiocha w środku miasta,to mi się podoba:)Jeszcze podłączyć tam światło i ustawić sztalugi,a będę w swoim żywiole.Żeby jeszcze ktoś za mnie zrobił to wszystko co trzeba tam zrobić zanim pozwolę sobie na taki luksus.
Tymczasem nastąpi lekka dezorganizacja mojej pracy w nowym tygodniu.Czeka mnie parę spraw niecierpiących zwłoki(nie mylić z trupem),w związku z czym muszę jutro pójść do pracy,poniedziałek i wtorek popołudnie,od środy na rano.Aśka się zgodziła,więc jest git.Trochę boję się zebrania u M. w szkole we czwartek,ale obowiązkowo muszę się stawić,bo inaczej zostanę posądzona o zaniedbanie...Tak.
Jutro zabieram dzieci swoje i brata do filharmonii na koncert.Ciekawe,jak ogarnę się w tej sytuacji?Matko święta,dopomóż,by te moje dzieci(nie moje?!)nie narobiły rabanu na tej sali koncertowej,bo spalę się ze wstydu,hehe.Nie żebym bała się o siebie,ale raczej o bezpieczeństwo muzyków oraz instrumentów:D
Późna pora,na Telesfora...Idę spać.Aha,na fb toczą się głośne spory na temat Conchity ,hhehe,co ja już swoje powiedziałam.Co ja patrzę?Kiełbasa z brodą,dokąd zmierza ten świat????Dla mnie i tak faworytem była Cleo.My Słowianie wiemy jak użyć mowy ciała,prawda???Podpisuję się pod tekstem,rękami i nogami;)))
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


