Już teraz mozesz kupić moje prace !

niedziela, 11 maja 2014

Public relations,czyli o tym,jak deszcz może wpłynąć na relacje międzyludzkie i jak nieobecność pożądanego elektryka może przyprawić o ból głowy...

Bo dziś długi i intensywny dzień.Do tego jeszcze kobieta z brodą na Eurowizji potęguje jego intensywność;)Cóż,widać,że świat się zmienia,ludzie się zmieniają,kobiety i mężczyźni tracą swą płeć...a szkoda.Bo fajny byłby z niej(go) facet,gdyby zdjął tą kieckę.Ech,świat się kończy...jak to napisała na fb moja kuzynka.....Ale zostawmy Conchitę w spokoju,ma prawo do swojej odmienności,tylko dlaczego nie umiałam odpowiedzieć mojemu synkowi,dlaczego ta pani nie zgoliła brody?!

   Dzień minął pod hasłem PR i moim w nim udziale.Jak to? a tak to.Główny reprezentant medialny czyli ja dziś w akcji.Boże kochany,co ja jeszcze nie awansowałam???Gdzie moja premia???hihi
Moja wrodzona inteligencja,czyli umiejętność odnalezienia się w sytuacjach dla niektórych krępujących i urok osobisty spowodowały,że zostałam twarzą firmy,to nic,że dla  charytatywnej kluboświetlicy,ale liczy się dla mnie to,że mogłam sprawić radość jednemu choć dzieciakowi.Bo wsadziłam go na sztaplarkę,bo pomogłam pchnąć do przodu razem z nim szorowarkę do podłóg,bo dzieciak miał frajdę i tyle dla niego.No i uśmiech takiego dziecka-bezcenne:)
   Popołudnie na działce,po ,,działce" moich proszków na oczną migrenę,która znów mnie dopadła....I co ja zdrowa jestem?wg zus-tak.Ale to temat na inną opowieść...Sumując jestem uboższa o siedem stówek miesięcznie,pozostaje mi praca i satysfakcja z jej wykonywania i nadzieja ,że kiedyś cudownie ozdrowieję.Tyle o fantastycznym organie orzekającym czyli naszym złodzieju społecznym- zusie...Jutro naskrobię odwołanie i tyle,zusie oddaj moje siedem stówek!
No i piszę piszę ,jakoś do brzegu nie mogę dojść...Bo dziś czekałam na telefon od wspaniałego elektryka działkowego i .....nie doczekałam się...Kiszka,bo ani ja jego ani nikt inny na oczy go tam jeszcze nie widział,na tych działkach.Jak tak dalej pójdzie to podłączę się na lewo i będę szaleć kosiarą do utraty tchu:D
Pan rzekomy elektryk kartkę wyjął ze skrzynki,ale chyba czytać nie potrafi cyferek bo tam wyraźnie mój numer podany...I nic.Kolejna szansa na podłączenie prądu będzie za bagatela dwa bite tygodnie,czyli zarosnę trawą i dmuchawcami i chyba sobie kupię nożyce ręczne do trawy,bo nie wytrzymam...Ech,świat się kończy...
  Grillowana karkówka i bułeczka z masełkiem czosnkowym -mniam.M. objadł się jak hrrrummm. Nastąpiły także lekkie niesnaski z moim pierworodnym dzieckiem o to,kto ma pracować a kto leżeć .Oczywiście wygrał on,bo oprócz zerwania podłogi ,obżarcia się niemiłosiernego i notorycznego zmęczenia(gdy tylko przekracza próg działki)nie zrobił leń nic...Mama pieliła truskawki,ja śladowo dziabnęłam parę razy motyką( a może to był kultywator?!)i smażąc mięsko(które przypełzło z lidla) zamiotłam trochę salony,poprzestawiałam te stare graty(które i tak stamtąd znikną),ufafluniłam się,podarłam znacznie moje ulubione dżinsy i około dwudziestej pierwszej wróciłam do domu z ekipą przeszkadzająco-leniuchującą mój błogi odpoczynek na łonie natury.Ale fajnie było,pogadałam sobie z ptaszkiem,połaziłam po ogrodzie,powdychałam zapach kwitnących jabłoni i bzów i nabrałam apetytu na więcej.Tak,to był fajny dzień.Nawet teraz kontempluję te widoki soczystej zieleni i błękitu nieba lekko przeszytego deszczowymi chmurami.Tak,wiocha w środku miasta,to mi się podoba:)Jeszcze podłączyć tam światło i ustawić sztalugi,a będę w swoim żywiole.Żeby jeszcze ktoś za mnie zrobił to wszystko co trzeba tam zrobić zanim pozwolę sobie na taki luksus.
  Tymczasem nastąpi lekka dezorganizacja mojej pracy w nowym tygodniu.Czeka mnie parę spraw niecierpiących zwłoki(nie mylić z trupem),w związku z czym muszę jutro pójść do pracy,poniedziałek i wtorek popołudnie,od środy na rano.Aśka się zgodziła,więc jest git.Trochę boję się zebrania u M. w szkole we czwartek,ale obowiązkowo muszę się stawić,bo inaczej zostanę posądzona o zaniedbanie...Tak.
Jutro zabieram dzieci swoje i brata do filharmonii na koncert.Ciekawe,jak ogarnę się w tej sytuacji?Matko święta,dopomóż,by te moje dzieci(nie moje?!)nie narobiły rabanu na tej sali koncertowej,bo spalę się ze wstydu,hehe.Nie żebym bała się o siebie,ale raczej o bezpieczeństwo muzyków oraz instrumentów:D
Późna pora,na Telesfora...Idę spać.Aha,na fb toczą się głośne spory  na temat Conchity ,hhehe,co ja już swoje powiedziałam.Co ja patrzę?Kiełbasa z brodą,dokąd zmierza ten świat????Dla mnie i tak faworytem była Cleo.My Słowianie wiemy jak użyć mowy ciała,prawda???Podpisuję się pod tekstem,rękami i nogami;)))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz