Po wczorajszej ulewie dziś zapowiada się cudny dzień.Wczoraj M. nabijał się że ze swoimi zdjęciami trafię na Wiocha.pl Ale co tam:)
Jeśli postanowiłam wyspać się dziś to niech mi ktoś powie,dlaczego obudziłam się tak wcześnie?Ale cieszę się,bo to znaczy,że mój zegar biologiczny przestawił się na normalny tryb.Wstaję o tzw. przyzwoitej porze.Nikt się nie czepia,i dobrze.No i chyba lepiej mi czuć budzący się dzień niż go przesypiać:)
Plan działania na dziś-wizyta u A.zrobię w prezencie babeczki z bananem,mam nadzieję,że chłopcom będą smakowały:)
A propos wczorajszego oberwania chmury,to muszę nadmienić,że cała moja skrzynkowo-kwiatowa instalacja balkonowa musiała zostać zdemontowana...Deszcz padał tak silny,że keramzyt przykrywający ziemię w skrzyniach pływał na powierzchni i podskakiwał jak małe łódeczki na morzu podczas sztormu....Skrzynie przepełniły się deszczówką,całe szczęście,że wcześniej zrobiłam dziurki w dnach skrzyń.Dziś słonecznie i pogodnie,kwiaty mam nadzieję przeżyją,a nadmiar wody odparuje.To był chrzest bojowy dla moich roślinek .
Tymczasem życzę udanej niedzieli,wypoczywaj tak jak lubisz a ja idę powoli wziąć się za babeczki dla dzieci.Pozdrawiam słonecznie!
To Twój dostęp do Świata Marzeń,Wyobraźni. -Spełnia estetyczną potrzebę wyrażenia się -Pomaga stać się zauważalnym -Daje Ci szansę wyjść przed szereg
Martwa natura.
niedziela, 19 maja 2013
sobota, 18 maja 2013
Zapraszam Cię do wspólnego spaceru po deszczu....:)
Lubię po burzy wyjść na dwór i pochodzić boso po trawie....to mi zostało z dzieciństwa:)Jeśli tylko mogę-robię to!Robię jeszcze trochę innych szalonych rzeczy i lubię mieć w tym dobre towarzystwo,a więc-niech pada!!!!
Margaretki afrykańskie,bratki,szałwia i pachnąca lawenda:)Na moim balkonie:)Dziś posadzone:)
Margaretki afrykańskie,lobelia,szałwia,pachnąca lawenda,bratki ...takie kwiatki dziś posadziłam na balkonie:)Będą pachnieć i ładnie wyglądać,gdy się rozrosną...o ile nie będę zapominała ich podlewać;)No i suma sumarum nic nie wyszło z sobotniego spania do południa.Mama weszła po szóstej z pytaniem retorycznym,czy jedziemy na tą giełdę...Nie było wyjścia,trzeba było się zwlec.Wstałam,z ledwością się ogarnęłam i ruszyłyśmy.No i efekt taki,że jeszcze nie ma południa a kwiaty już posadziłam,podlałam i pozostało tylko wyniesienie sanek i innych rupieci z balkonu do piwnicy .Ale to już robota dla M.
Za godzinkę jadę z bratem do biblioteki-powiesić prace....to też będzie syzyfowa praca,gdyż obrazy trzeba powiesić bardzo wysoko...Myślę,że się uda,nie ma innej opcji.Tymczasem zmykam,bo dużo jeszcze pracy przede mną dziś...Jutro natomiast odwiedziny nasze u kolegi A.,który tej wizyty nie może się doczekać.Więc nie ma szans,by się pobyczyć.Ale ok,tak też może być.Pozdrawiam!!!!
czwartek, 16 maja 2013
Trudne rozmowy i ciężki dzień za tym idący...
Tak,z samego rana wizyta w gabinecie pana P.Trudne tematy,jeszcze trudniejsze moje odpowiedzi.Wybrnąć z tego wszystkiego,oto jest zadanie.Postawić sobie cele,wyznaczyć zadania i wygrać:)To mój cel i priorytet.
Potem praca,dziś lepiej niż wczoraj,bo i ludzie w lepszych nastrojach.Później zebranie w szkole u M.Zakupy w aptece i późny powrót do domu...dłuuuugi dzień.Zmęczenie.To chyba najczęstsze ostatnio uczucie.Ale nic to,minie.Musi.Bardzo intensywny czas,wyczerpujący tydzień i choć naładowana pozytywnie go rozpoczęłam,to ....dziś czwartek a ja marzę o sobocie.Wyspać się,wypocząć,zrelaksować,dać sobie na luz.
Teraz odpoczywam,dzieci w łóżkach a ja nie mam siły nawet pomalować paznokci.Pogoda daje czadu,bo ciepło jest bardzo,co sprawia klejenie się i lepienie.Prysznic!tak to jest najlepszy pomysł na tę chwilę...i zaraz łóżko...niepościelone,cholera...Życzę dobrych snów...ukojenia i wyciszenia...pa!
Potem praca,dziś lepiej niż wczoraj,bo i ludzie w lepszych nastrojach.Później zebranie w szkole u M.Zakupy w aptece i późny powrót do domu...dłuuuugi dzień.Zmęczenie.To chyba najczęstsze ostatnio uczucie.Ale nic to,minie.Musi.Bardzo intensywny czas,wyczerpujący tydzień i choć naładowana pozytywnie go rozpoczęłam,to ....dziś czwartek a ja marzę o sobocie.Wyspać się,wypocząć,zrelaksować,dać sobie na luz.
Teraz odpoczywam,dzieci w łóżkach a ja nie mam siły nawet pomalować paznokci.Pogoda daje czadu,bo ciepło jest bardzo,co sprawia klejenie się i lepienie.Prysznic!tak to jest najlepszy pomysł na tę chwilę...i zaraz łóżko...niepościelone,cholera...Życzę dobrych snów...ukojenia i wyciszenia...pa!
środa, 15 maja 2013
Witam wieczorkiem:)
Siedzę już ledwo....nie wiem,dlaczego taka zmęczona jestem.Dzień w pośpiechu minął.Najpierw szybki poranek...jak ja nie lubię gdy wszyscy potrzebują skorzystać z łazienki,gdy ja tam jestem....grrrr....Poślizg kilkuminutowy.A potem praca-kilka stresujących momentów,bo ktoś ma doła,bo ktoś ma zły nastrój,bo komuś coś nie poszło ,no i to wszystko dziś skupiło się na mnie.A ja jak zwykle przejmuję się tymi wszystkimi czyimiś problemami i płacę własnym nastrojem,pogorszonym rzecz jasna.Ale to życie.Samo życie.Nie mogłabym nie przejmować się tym,nie umiałabym zignorować tak po prostu.A czasem powinnam,ech.
Po pracy pęd dziki w kierunku przedszkola(by zdążyć na czas).Po powrocie w domowe zacisze(o zgrozo!) usiłowałam zdrzemnąć się pół godzinki,ale nie!!! najpierw jeden telefon,potem drugi,trzeci ,czwarty,upierdliwie dzwonił(kiedy nauczę się go wyłączać?)no i rozwrzeszczane dzieci,które nie rozumieją jeszcze,że ktoś może być zmęczony.Podczas gdy same bawią się w najlepsze-rozpierane energią(skąd one jej tyle mają?),ja nie mogę zmrużyć oka....i tyle z mojej sjesty.
Później zabrałam się za zapakowanie portretów do wysłania,zawerniksowanie obrazów olejnych,które już wyschły i nadają się na pokazanie podczas wernisażu.Więc smrodliwym werniksem (na balkonie) pokryłam płótna i deski,czyli moje ostatnie dzieła.No i już nic mi się nie chciało.Leniwie przygotowałam kolację dla tych rozwrzeszczanych,bo głód ich dopadł.Wykąpałam najmłodszego wśród krzyków i płaczu,bo umyć musiałam rany,które posiada na dłoni i kolanie po wczorajszej zabawie na dworze.Więc darł się wniebogłosy,tak okropnie ,że zaczął szczekać pies sąsiadów....Na szczęście zaraz zasnął,teraz jak aniołek wygląda w moim łóżku:) Słucham Meli,zauroczyła mnie swym głosem,wgrałam sobie kilka utworów na mp3 i mogę teraz przyjemniej spędzać dojazdy do pracy,bo lubię muzykę,która na mnie działa,przemawia do mnie.
Jutro rankiem wizyta...terapii ciąg dalszy.Nie jestem tak do końca przygotowana,ale myślę improwizować.W końcu to nie koniec świata.No i cieszę się na to spotkanie,może czegoś się znów dowiem o sobie,czego sama nie wiem jeszcze.Po południu gorzej,bo zebranie w szkole....podobno z matmy będzie dwa....dobrze,że choć biologię poprawił,bo z biologii mieć jeden to obciachowe jest,a matmy nie każdy jest miłośnikiem,jak ja:)Więc szykuję się długi dzień poza domem,w związku z czym postanowiłam wyspać się,wypocząć.A co się z tym wiąże, idę stąd.Przyzwyczaiłam się codziennie opowiadać Ci ciekawostki z życia mego szaro-kolorowego,ale dziś nie opowiem nic więcej,bo już siły brak.W sekrecie tylko napomknę,iż miło wiedzieć ,że tu zaglądasz;)))Dobrych snów,do jutra!!!
Po pracy pęd dziki w kierunku przedszkola(by zdążyć na czas).Po powrocie w domowe zacisze(o zgrozo!) usiłowałam zdrzemnąć się pół godzinki,ale nie!!! najpierw jeden telefon,potem drugi,trzeci ,czwarty,upierdliwie dzwonił(kiedy nauczę się go wyłączać?)no i rozwrzeszczane dzieci,które nie rozumieją jeszcze,że ktoś może być zmęczony.Podczas gdy same bawią się w najlepsze-rozpierane energią(skąd one jej tyle mają?),ja nie mogę zmrużyć oka....i tyle z mojej sjesty.
Później zabrałam się za zapakowanie portretów do wysłania,zawerniksowanie obrazów olejnych,które już wyschły i nadają się na pokazanie podczas wernisażu.Więc smrodliwym werniksem (na balkonie) pokryłam płótna i deski,czyli moje ostatnie dzieła.No i już nic mi się nie chciało.Leniwie przygotowałam kolację dla tych rozwrzeszczanych,bo głód ich dopadł.Wykąpałam najmłodszego wśród krzyków i płaczu,bo umyć musiałam rany,które posiada na dłoni i kolanie po wczorajszej zabawie na dworze.Więc darł się wniebogłosy,tak okropnie ,że zaczął szczekać pies sąsiadów....Na szczęście zaraz zasnął,teraz jak aniołek wygląda w moim łóżku:) Słucham Meli,zauroczyła mnie swym głosem,wgrałam sobie kilka utworów na mp3 i mogę teraz przyjemniej spędzać dojazdy do pracy,bo lubię muzykę,która na mnie działa,przemawia do mnie.
Jutro rankiem wizyta...terapii ciąg dalszy.Nie jestem tak do końca przygotowana,ale myślę improwizować.W końcu to nie koniec świata.No i cieszę się na to spotkanie,może czegoś się znów dowiem o sobie,czego sama nie wiem jeszcze.Po południu gorzej,bo zebranie w szkole....podobno z matmy będzie dwa....dobrze,że choć biologię poprawił,bo z biologii mieć jeden to obciachowe jest,a matmy nie każdy jest miłośnikiem,jak ja:)Więc szykuję się długi dzień poza domem,w związku z czym postanowiłam wyspać się,wypocząć.A co się z tym wiąże, idę stąd.Przyzwyczaiłam się codziennie opowiadać Ci ciekawostki z życia mego szaro-kolorowego,ale dziś nie opowiem nic więcej,bo już siły brak.W sekrecie tylko napomknę,iż miło wiedzieć ,że tu zaglądasz;)))Dobrych snów,do jutra!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)